RSS
czwartek, 30 października 2008
szuru buru.

jeżeli chodzi o dzień dzisiejszy to.

wracam z uczelni do chaupy i co widzę?
taki syf, że praktycznie nie widzę nic.

- pod szafkami mieszkają kurzaste tygrysy. czasami do mnie mruczą, gdy przechodzę obok. zupełnie jak małe kotki, ale ja wiem, że to tygrysy... kotki nie mają takich kłów ;)

- wszystkie ciuchy, jakie posiadam mieszkają zmiętolone na krzesełkach lub zrzucone na podłogę, biurko, łóżko lub inne gdziekolwiek. I... jak rano wstaję, zaglądam do szfy i myślę 'kurna, nie mam się w co ubrać', to pojawia się namiastka uśmiechu na zaspanej natalkomordce, bo NAPRAWDĘ nie mam w co się ubrać :)

- przychodzę i zrzucam buty na samym środku pokoju, tuż obok porzuconych wcześniejszych 6 par :) później się o nie potykam, ale to mój wybór, nie? :)

- lustro mam na maksa zapaćkane odciskami palców, oraz piankami do włosów. I co z tego? Przynajmniej nie widzę rano podkrążonych oczu i puszących się, jak u wypranego kota włosów :)

- naczynia nie mieszczą się w zlewie. jeszcze rano starałam się je tam upchnąć. szybko jednak doszłam do wniosku, że nie ma najmniejszego sensu i postawiłam naczynia pośniadaniowe na szafce obok. zawsze mówiłam że powinniśmy przerzucić się na jednorazowe karmniki;)

- wszystkie rzeczy, których używałam przez ostatnie 2-3 tygodnie są na wierzchu... gdzieś się walają. Idealnie! Wiecie, jak łatwo je znaleźć, jeśli się wie, że nie są nigdzie schowane? 

i wiecie co?
tak mnie ten bałagan wkurzył, że tama obojętności pękła :)

zakasałam rękawy i posprzątałam wszystjo szybciusieńko.
nooooo, może nie w mgnienu oka, bo zajęło mi to całe popołudnie, ale co najważniejszcze jest czysto.

tak jestem z siebie dumna, że chyba kupię sobie jakiś medal.
czekoladowy ;)

19:24, jejmosc_filozofka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 października 2008
sing alleluja.

znaczy się że tak.
ogłaszam wszem i  wobec że posiadam dzień z serii nic_mi_się_nie_chce.
oddam w dobre ręce.
chętnie.
za rozsądną cenę.
istnieje możliwość negocjacji.
dowóz w granicach miasta-gratis!

no ja to nie wiem.
zamiast kleić jakieś makiety, do dupy potrzebne, siedzimy i gramy w Mario.
na zmianę.

a za oknem straszliwa masakra.
 psa żal na dwór wypuścić, a co dopiero samą siebie;)
gdy wracając do domu z uczelni, wpadłam w dziurę w chodniku i zapadłam się w wodzie po kolana, obiecałam sobie, że nie wychodzę dziś z domu anymore.
choćby nie wiem co.


kawa, kawunia, kawusia…

19:02, jejmosc_filozofka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 października 2008
w związku ze związkiem.

jako że mam od 2 dni dużo czasu wolnego, który mogę sobie spożytkować jak tylko chcę, bądź też nie pożytkować wcale, wzięło mnie na rozmyślania.
o życiu i śmierci, miłości, seksie, bogu… takie wiecie, prozaiczne;)


wiadomo że myślenie moim przypadku oczywiście było tragiczne w skutkach, bo wymyśliłam sobie że o:
- oczywiście za gruba jestem
- włosy mam nie takie
- skórę na nogach też
- o paznokciach to już nawet nie wspomnę
- że jestem ciemna masa
- że mężczyzn na bank banków zdradza mnie z kim popadnie
- i takie tam, rozmyślania moje codzienne;)

a przecież nie od dziś wiadomo że najpiękniejszam na świecie, inteligentnam, ładnam, zgrabnam i powabnam, a mężczyzn świata poza mną nie widzi… ;)

ale ja bynajmniej nie o tym chciałam.
tematyka moich rozmyślań po krótkim czasie, nie wiadomo z jakiego powodu, przeniosła się na związki.
i tak zaczęłam sobie w myślach robić szybki przegląd znajomych mi par.
i doszłam szybciusieńko do wniosku, że jeżeli w związku ON jest fantastyczny, to ona jest niemiła/kulawa/zazdrosna/paranoiczka/nudziara/tępota…
i odwrotnie.
przebojowe, pewne siebie, ładne, inteligentne i elokwentne kobiety mają u swego boku przychlastów, którzy albo są nudni, albo wulgarni, albo nietowarzyscy, albo alkoholiczni zanadto, albo, albo, albo… albo wszystko na raz.
i tak sobie myślę, że najbardziej wartościowe osoby w gruncie rzeczy są SAME.
czy ktoś coś z tego rozumie?
bo ja tak jakoś nie mogę.

a potem to, przyszła mi na myśl para moja ze studiów.
gdzie ona (jako że jesteśmy na architekturze) robi za niego wszelkie projekty, rysunki i takie tam szmery bajery.
gdzie ona poza nim świata nie widzi.
gdzie jednak on ma wszystko w głębokim poważaniu.
gdzie on tylko szuka okazji żeby w towarzystwie się z niej ponabijać.
szuka okazji by umówić się ze mną na piwo.
i gdyby ona zyskiwała 1 cm wzrostu za każdego doprawionego roga, wyśmiania w towarzystwie, czy olewactwa ze strony partnera swego, to byłaby wyższa niż pałac kultury.

potem jakoś tak podzieliłam się przemyśleniami ze współlokatorką.
ciekawa byłam co ona na to.
przytaknęła i jeszcze dorzuciła do wora swoje koleżanki które są notorycznie zdradzane przez swoich partnerów.
o których to zdradach wszyscy wiedzą, tylko tak jakby nie one.
i zastanawiam się: czy mój związek też tak fatalnie wygląda z boku?
czy mężczyzn doprawia mi rogi na każdym kroku, a ja tego nie widzę?
czy ja jestem wpatrzona weń jak w obrazek, piszę namiętne poematy, grucham, a on ma to w dupie?
chyba muszę spytać o to jakiegoś wprawnego obserwatora;)

a wy jak tam?
myślicie podobnie?
czy to tylko ja coś namieszane w głowie mam?;)

21:18, jejmosc_filozofka
Link Komentarze (2) »
środa, 22 października 2008
gównoniewpis.

wstałam dziś i byłam wulkanem energii.
darłam ryja w mieszkaniu, stawiając na nogi wszystkich współmieszkających.
śpiewałam, tańczyłam i ogólnie ganiałam jak mały samochodzik.
nawet wychodząc z chałupy zabrałam ze sobą śmieci, które od tygodnia wychodziły już z kosza.
wbiegłam na trzecie piętro uczelni swej przecudownej atakując uśmiechem wszystkich zaspanych znajomych.
co  było zgoła trudne, zwłaszcza że mięliśmy zajęcia na 8.15, a ja wiadomo do rannych ptaszków nie należę.

a potem czar prysnął.
upadłam na mordę, włosy mi się poskręcały, cera wysuszyła, paznokcie połamały, końcówki Natalki wyziębiły i po ptakach.
pozamiatane.
karoca zamieniła się w dynię, a królowa życia w robola, który orze w gównie ;)

musi być że to przez to zimno.
brak słońca.
i chmurzyska.
wstrętne chmurzyska, które odebrały mi chęć do życia i oddychania.

chmurno, durno, nieprzyjemnie, luźna plomba dzwoni w zębie...

wiele nie trzeba dodać do pogody. nie?
a do tego spać mi się chce.
i jeśli nie będę regularnie dostarczać sobie porcji kofeiny (w postaci kawowej) to upadnę.
to upadnę na kolana.
to upadnę na cyce.
to upadnę na twarz.
ze zmęczenia.  

down, down, down, down….


także ten, wszystko wskazuje na to, że czeka mnie dziś jeden z tych dni, w których jestem za wpisaniem wina na listę leków refundowanych ;)

14:53, jejmosc_filozofka
Link Komentarze (2) »
sobota, 11 października 2008
wpadka.pl
z blogiem jest trochę tak jak z dzieckiem.
trzeba się nim zajmować, pieścić, dokarmiać, śpiewać kołysanki... no może już bez przesady ;)
w każdym razie, przede wszystkim trzeba pamiętać o.

ja tymczasem czuję się trochę tak jakbym zaliczyła wpadkę.
chociaż w sumie to też źle powiedziane.
przy wpadce miałabym 9 miesięcy zabawy w inkubator, więc pewnie zdążyłabym pogodzić się z faktem że będę miała decybela;)

tymczasem blogodziecko spadło na mnie nagle.
tak jakoś z potrzeby chwili.
i jeszcze nie przyzwyczaiłam się, że trzeba o nie dbać.
napisać cos na, czy chociażby zajrzeć.

ale postanawiam poprawę.
od jutra;)

21:26, jejmosc_filozofka
Link Komentarze (1) »
piątek, 26 września 2008
:)

zadowolennie tak jakoś mi dziś:)

może to przez wino.
może dzięki słońcu.
a może się zakochałam?

tak czy siak, zadowolennie mi dziś.
i błogo:)

23:03, jejmosc_filozofka
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 22 września 2008
pociągająca.

i tak oto, o.
z wielkim hukiem i impetem spadło na mnie dziś przeziębienie.
tak spadło, że się podnieść nie mogę.

także siedzę sobie zła i prychająca.
kicham, jęczę, kaszlę... szczekam?
no jakoś tak;)

mam lawinowe ataki kataru.
pociągam nosem jak opętana.
cieknie mi z nosa jak z wodospadu.
smarkam i rzucam chusteczkami na prawo i lewo tak że o czterech rogach mogą sobie jedynie pomarzyć.

głowę mam tak ciężką, że nijak nie mogę jej utrzymać w pionie.
także chcąc nie chcąc muszę leżeć.
bo inaczej mogłabym wyrżnąć czaszką w stół.
no i po co?
a że leżeć lubię to ten, na razie nie protestuję.

ale już zaczyna mi się nudzić.
gapienie się w telewizor przestało być zabawne.
domowa filmoteka stała się zbyt mała i zbyt nudna.
ksiązki okazują się być przeczytane.

powoli zaczynam się załamywać.

help?

23:02, jejmosc_filozofka
Link Komentarze (1) »
piątek, 19 września 2008
Nałogowo.

W sensie że tak.
Każdy ma nałogi.
Jakieś tam.
Nie każdy się do nich przyznaje, ale wiadomo że są.

Ja skromnie i niezobowiązująco chciałabym rzucić w eter pytanie:
Czy są na tym świecie ludzie niezależni od pogody?
Tacy którym nie sprawia różnicy to czy za oknem pada śnieg i są zaspy po pachy, czy też żar się z nieba leje?

Bo ja generalnie sobie z tym nie radzę…
Jestem więcej niż przyklapnięta.
Czuję się jak coś pomiędzy mięsem mielonym a zupą warzywną.
Kompletnie wyzuta z jakiejkolwiek chęci do życia, rozmowy i oddychania.
Jesień powinna być definitywnie wycięta z kalendarza.

Wolałabym już być uzależniona od jedzenia.
Od czekolady na ten przykład.
Pochłaniałabym czekoladę całymi dniami i uśmiech nie schodził by mi stwarzy.
A że po pewnym czasie zaczęłabym przypominać piłeczkę pingpongową… o to pomartwiłabym się jutro ;)
Albo od alkoholu… pal licho że straciłabym kawałek wątroby, kilka szarych komórek z pewnością (ale tych najsłabszych ;), ale czego się nie robi dla dobrego humoru?;)

Ale nieeeee.
Natalka musi być uzależniona od pogody.
Od cholernej dobrej pogody której w naszym kraju jest mniej niż na lekarstwo.

Zawsze wiedziałam że powinnam była urodzić się na bora-bora ;)

23:20, jejmosc_filozofka
Link Komentarze (1) »
wtorek, 16 września 2008
zielonym do góry.

Generalnie to, jeśli o mnie chodzi, zdecydowanie wolę cierpieć na przysłowiowy niedoczas niż na czasu nadmiar.
I nie nawidzę uczucia z serii o_boże_nie_mam_co_ze_sobą_zrobić. Help?
Bo wtedy to nie ma czasu na zbędne myślenie, chociażby.
A gdy życie wywraca ci się do góry nogami… choć może trafniej byłoby powiedzieć „życie wywraca CIĘ do góry nogami, efekt nad_myślenia pojawia się z częstotliwością oddechu.
I gdy leżysz sobie taka, wywrócona do góry kończynami, potargana, z masą słów niewypowiedzianych w środku… zastanawiasz się.
Zastanawiasz się nad tym, że niby co tu dalej robić.
I tak rodzą się blogi.

Być może nie jest to tak wciągające jak historia pod tytułem „skąd się biorą dzieci” ale lepszej mi się wymyślić nie udało.
I tak to o, blog przydatny jest, przekonałam się o tym już kiedyś.
Bo gdzie, jeśli nie tu, można pozbyć się niedoboru pisaniowego?
Gdzie wypluć cały ten jad, generowany w sobie, od którego można nabawić się niestrawności?

Także ten, blog został oficjalnie wykluty.
Narodzony?
Wygenerowany?
Zmajstrowany?
Zrobiony?
W każdym razie, JEST.

10:25, jejmosc_filozofka
Link Komentarze (4) »